![]() |
Michał Jagiełło
Widok spod Bereśnika
Za plecami upalny dzień wyrzeźbiony wędrówką przez zastygły w parnym powietrzu las. I oto otwarty widok: na rzekę, którą obejmuje przedwieczerz, na skrzesane turnice, obrywające się zerwami w plusk Dunajca, na śniegi Tatr, prześwitujące przez grubą zasłonę poświęconych im książek, na siebie, spowiadającego się pobłażliwie w obliczu górskiego żywiołu, na połoniny z Łemkami wypasającymi cienie trzód, na splątane gąszcza nazw, na języki i kultury poprzerastane wiekami współżycia i obcości, na Żydów idących w popioły pod milczącym niebem, na niemal - pewność, że nie ma żadnego planu zbawienia. Tu mógłby stanąć dom. Być razem, Żyć - nie zadeptując cieni, nie rozwiewając popiołów, nie wyrywając z kamienistej ziemi wielojęzycznych nazw. Tak, w tym jest jakiś sens, jakiś zarys fundamentów prywatnego kościoła. Już zmierzch. Usiądźmy przy stole - bezdomni i zadomowieni. Lodowy Wierch wyrastający z Rusinowej Polany, zapach górskich ziół pod Sokolicą, obmywanie stóp w bystrych strumieniach, cienie, popioły, korzenie nazw - to też jest nasz dom. Podaj mi dłoń. Słyszysz stukot cygańskiego wozu? Rom p-o drom, Rom p-o drom, Jesteśmy w drodze, w drodze, w drodze... |