![]() Jerzy Gnatowski Podwórko lubelskie, 1975, pisak |
WALDEMAR MICHALSKI Spotkanie z poetą
pamięci Wacława Iwaniuka Nie napisałem wiersza o Toronto a tak bardzo chciałem gubiłem słowa nad brzegiem jeziora całowałem ostatnie płatki śniegu i śnił mi się poeta którego widziałem za każdym rogiem ulicy. Nie napisałem wiersza o Toronto a przecież prawdziwie obiecywałem stojąc na progu starego ratusza słuchałem – milczały mury i czas jak bajeczna rzeka przepływał kaskadami wiecznego miasta. Z wysokiego piętra odczytywałem znaki daleko pulsowało światło czerwień była jak na dłoni wieża wbita w bochen miasta – niby krzyż niby maszt – na kształt bocianiego gniazda – otwierała drogi zamykała usta. W kluczach dzikich gęsi a może łabędzi w pląsach czarnych i szarych wiewiórek rozpoznawałem umowne spojrzenia poety co za wcześnie odszedł za późno powrócił. Dotykałem żywej fali jeziora – milczałem – nie byłem sam. Toronto, marzec – kwiecień 2003 r. |
|
Tryptyk morski – Międzyzdroje
1. Ziemia Dojrzewa lato. Gasną ogniki głogu złotym gronem rokitnik się mieni – mój wrzesień. Na pustej plaży ślad końskich kopyt – galop serca łagodne słowa falowanie Przez palce przeplata się bursztynowe słońce i zegar na kurantowej wieży – pali się morze Wędrujemy wzdłuż brzegu – ja towarzysz skrzydlatych elegantek na nóżkach z czerwonych patyczków i moja nadzieja zamieniona w kamień – pieści ją słona woda grzeje zaprzeszłe lato. 2. Ryba Kupiłem srebrny krążek na szczęście – za tysiąc lat morze zabierze górę Gosań ktoś inny zakładać będzie rezerwaty powstanie legenda o nowej Winecie. Od wschodu do zachodu muszelki kutrów na fali przewodnik rysuje na piasku: horyzont morza – pamięć pierścień słońca – szczęście kamień – wiara. Plaża pachnie rybami „szkoda łez komu w drogę”: Naszym przodkom wystarczały Ryby stare i cuchnące My po świeże przychodzimy W oceanie pluskające. Złamane groty – wyznaczone granice resztki okrętów wyrzuca chłodna fala: trochę raju – trochę piekła co kto woli. 3. Morze „Amber”znaczy bursztyn na słoneczną plażę wychodzi jako okręt biały. Fala żyje falą morze jest niebieskie jak sukienka Naszej Pani z gotyckiej świątyni. Ślad bosej stopy dodaje odwagi zrób krok dalej – wołaj – w dłoni pulsuje gorący kamień. Słowa znajome – serdeczne gesty trudne początki nowego – wymieniamy adresy: Vertrauen znaczy Zaufanie. Zapisuję w kalendarzu: ostatni dzień lata – Kazachstan modli się z Papieżem Chodzącego Po Morzu wypatruję z brzegu. WALDEMAR MICHALSKI
|