![]() |
KAMILA JANIAK słabość
odkąd rozbieram się sama, zrzucam szmaty na podłogę gdzie rosną zeszłoroczne swetry, kwitną pończochy i czarne koronki. podlewasz wszystko muzyką łagodzi moje obyczaje gdy marznę na błękitnym prześcieradle, pielęgnujesz supełek mój najmniejszy. mówisz myśl o mnie nierzadko, gęsto myśl choć sam zapominasz że twoja gęstość krępuje mi ruchy. więcej, moje głębokie nie stanę przy oknie nie zaśpiewam pozwala ci na wszystko, tak uważasz. ja lubię chmury i niebo widzieć promyczku nalegasz na pejzaż, bloków i drzew za szybą. mocny argument na raz, ulegam na dwa, na trzy prosisz narysuj mi coś jak skończę. odkąd wiesz że rysuję poznałam od kuchni wynajęte mieszkanie. nie musisz się martwić o dekoracje. kupiłem wino. kupiłeś wino. weź. daję. madona
pani madono, wąskie masz usta, złośliwe ząbki gryzą języki, poliglotki są bliższe miłości, bliższe brzuchatym chmurom. niebo turkusowe dla ciebie, pani madono, dla piękna wtopionego w ruch brwi, grymas ust mrs. monkey chce banana, słodkie zabaweczki, kiszeczki, kapustki. pani madono, włosy z karuzeli, splątane grube jak len, warkocz-kłos. na konika, na koniku: przebiera pani nóżkami w białych pończoszkach mr. big-monkey daj mi pan banana. pani madono, zaciągasz nogawką, bliską rozkładowi nóg, figi, thongi, zabójcze fagi z koronką, kokardą różową w aromaty. pani madono, rzadkie masz włosy, złośliwe ząbki grzebienią się: zapachy, pani madono, zmysł brzuchatych piękności, turkusowych ciąż. pani madono, zabierze pani usta. Kamila Janiak
|