![]() |
Marian Janusz Kawałko
Tołstoj I
Na moich oczach zniknął Bóg – kiedyś poznałem Go przelotnie – miliard lat jeszcze przeżyć mógł, ale zdarzyło się odwrotnie. Na moich oczach umarł Bóg, inni śmierć Jego też widzieli. Tylko jak w transie Dymitr brat tańczy wciąż w cerkwi. Cały w bieli. Na oczach mych Wołodia M., gimnazjalista – rozum czysty, powiedział kiedyś: – Bóg jest snem! I skreślił Go ze świętej listy. Szepcząc pacierze tuż przed snem, wszczepione do dziecięcej mowy, wtedym nie wiedział, choć dziś wiem, że Bóg w nich był, lecz kwadransowy. Wolter, jak igła, wszedł mi w krew. Religia – mawiał – musi skonać, więc wiary mej szukałem nie w świątyniach, lecz w kobiecych łonach... Na moich oczach sczezł wasz Bóg, a mój się jeszcze nie narodził. Gdybym Go dla was stworzyć mógł, słońce przestałoby zachodzić... Tołstoj VIII Powiedź mnie – Panie – choćby na dzień do arkadii przystoi przecież Tobie odejście od tronu. Może ujrzę tam przodków, którzy już odgadli na spirali wszechczasu Postać z mandylionu. Tam, na jasnej polanie, w cieniu Twoich oczu ułożę Zmartwychwstanie w kształt ikonostasu i niczym jasna plamka na ciemnym przezroczu zanurzę się w zieleni z Twojego atlasu. I ożyją z dzieciństwa dawne aromaty; Kozacy będą śpiewać swoje tropariony, a Ty – Panie – przebrany w liturgiczne szaty, Uwolnisz z mej pokory czułe feromony. Będziemy się jak tęcze zachwycać nawzajem, Uczynisz mnie kołatką, która budzi zmysły, Lub nazwiesz mnie jabłonią pogodzoną z rajem, A wąż zmieni się zwolna w różdżkę egzorcysty. Przylecą pierwsze szczygły, rozwidnią się dale, fantomy zawirują w ogrodowym tlenie i poczniesz cząstkę wiary w mej duszy krysztale, a sobór Zbawiciela zbawisz przez kuszenie. Pojedźmy, Boże Panie, na dzień do arkadii, archaniołowie Twego dopilnują tronu. Może wrócą do Ciebie ci, co gdzieś przepadli I ci, co odmówili Twej biblii – pokłonu. Zabierz mnie z sobą – Panie – na dzień do arkadii, A piekło niech zabiorą z sobą wszyscy diabli... Rybie – Lublin; ukończono 13.12.2006 r. STRONA GŁÓWNA |