![]() |
ANNA MARIA GOŁAWSKA ***
powróciłam do toskańskiego muzeum tylko po to żeby mógł spojrzeć na mnie gesu o oczach hinduski migdałach obwiedzionych grubą czarną kreską gesu o miodowych mięśniach na smukłych ramionach gesu z ironią w uśmiechu karminowych (tak) ust rozpięty przez nieznanego artystę ze szkoły sieneńskiej w czternastym wieku na desce krzyża tylko po to żeby mógł spojrzeć na mnie jeszcze raz wróciłam do toskańskiego muzeum ale mi mówią że non esiste non esiste mi mówią cztery razy wyraźnie różowy turysta z północnego kraju wykazuje uprzejmą cierpliwość w obliczu zupełnego niepojęcia czuwanie przy zmarłej
tak leżeć kośćmi na deskach łóżka w bezwładzie łóżko jest wytrwałe nóg nie skrzyżuje nie drgnie nie westchnie nie jękną skargą zdrewniałe stawy tak leżeć kopcić dymem się ciągnąć w wosku jest niemoc zastygania nic nie poruszyć nie wstawać nie wstać nic się nie stanie latarnie
latarnie to smukłobiodre panny uliczne z ciężkim wodogłowiem blasku który im wygina cienkie szyje przyprawiają o szaleństwo skrzydlate owady i zawracają do nieba mżawki szczebiotliwe nasionka wychodzą wieczorami w zbyt obcisłych sukienkach z plamami od rdzy i lepkiej gumy wyżutej przez podrostków by przez całą noc po cichu i bez cienia skargi trzymać złe mrukliwe miasto na łańcuchach światła Anna Maria Goławska
|