![]() |
Adam Raczyński
Port z odpływem
Zapachowy szkwał jak narzuta z marynistycznymi rybami, halsują przez ulicę ci, co dotąd nie mogą wydostać się z portu, zatoka już dawno się wycofała, jej jedyny ślad to sól w kilogramowych torbach, dwupoziomowe mosty są objazdem dla tirów we wgłębieniu między wypukłymi dolinami na wyczerpanym papierze z drzew, żeby się uspokoić, patrzysz w akwarium z krystalicznie czystym naczyniem włosowatym, kanapa z żywej wełny jeszcze ciepła od podlotka, pierś i noga, czyli znowu drób, chociaż na wsi nazywa się to brojler, kolacja ze smakową świecą kończy się pod stołem, a może dostrzegasz, że mieszkania buduje się coraz niższe i dłuższe, klipsy turlają się jak kręgle, ale miękkie z puszki dla kotka z chrząstkami i galaretą jak opalenizna ze sklejki, nie wiesz, czy ona ciągle słucha muzyki, czy jest głucha, zapytać raczej o jej imię czy ulubionego gitarzysty, (człowiek nie jest nagi, póki nie zdejmie słuchawek), ma na głowie koronki, pianę z wanny z firmowego sklepu. Zima Gwoździe deszczu przybija elektroniczna perkusja, babcia z wnukiem opuszcza autobus, sprawdza, czy założył czapkę z czerwoną marihuanką, która nie ma żadnego znaczenia, jedynym znakiem jest tu wełna otulająca uszy jak opieka społeczna albo styropian telewizor w karcianym opakowaniu, otaczają nas ciepłe ubrania, składamy w kieszeniach ręce, posadzka podwórek jest wypastowana przymrozkiem, piekarze adoptują ptaki, które opanowały podstawy dachów i polskich rozmówek dla obcokrajowców, jak dolecieć stąd do stacji benzynowej, ile kosztuje dwuosobowy pokój z kominem, okna jak wnętrze ogrzewanej lodówki patrzą w ciemne jak zamknięta w piwnicy książka oczy bloków, niebieskie alejki przepuszczają powracającego do domu mężczyznę poszukiwanego listem nastolatki. STRONA GŁÓWNA |