![]() |
MAREK DANIELKIEWICZ Chłopcy z Lubartowa
Na stole serwetki haftowane przez nianię w czasie okupacji I mocny zapach wczesnych jabłek i śliwek W pokoju brązowym zwanym kakaowym Koń na biegunach z nicianym ogonem i wydłubanym okiem Pod schodami sekretne wejście na niski strych Gdzie dzieciństwo upływało w towarzystwie pająków, kurzu i lektur Pod ścianą kulawy fotel obity materiałem w róże – świadek samobójstwa Halinki Na drzwiach do jej pokoju kredowe znaki: K+M+B 1963 Wokół budynku krzewy jaśminu Syte koty na wyblakłej dachówce lepkie od pcheł Chłopcy wołają pomocy, która nie nadchodzi Marek ma rozbite kolano, Grześ drzazgę w dłoni Nad ich głowami owady ciężkie od cukru W tym czasie dorożka pana Mazurkiewicza skręca na kirkut Furman popędza batem konia, który pamięta służbę u Zamoyskich Dwie kobiety z Ameryki ocierają łzy – Rachela jest młodsza Grześ polewa jodyną ranę i zaciska zęby Pani Jarszakowa przykłada szablon krawiecki do kawałka jedwabiu Porcelanowa papuga pokrzykuje z radości Gdy rozebrana do rosołu klientka przymierza sukienkę – Nie podglądajcie chłopcy – grozi uczennica krawiectwa, Irenka z Annoboru Chłopcy robią porozumiewawcze miny i kryją się w spiżarni Na parapecie fermentuje sok porzeczkowy i leżą martwe muchy Przy młynie
Wejście do zakładu stolarskiego zarastało dzikie wino Szyld z nieudolnie namalowaną trumienką odstraszał przechodniów Chłopcy przyciskali nosy do szyby, by zobaczyć wnętrze Stolarz lubił powtarzać, że interes się nie kręci, bo ludzie nie chcą umierać Furmanki zatrzymywały się przy młynie pana Boczkowskiego Mężczyźni dźwigali worki ze zbożem i mąką Nad nimi unosił się zapach końskiego potu, moczu i taniego tytoniu Kobiety handlowały kapustą i kaszą gryczaną Wódkę można było kupić u starej Jeziorowej – nie dawała na kredyt Chłopcy wdrapywali się na gruszę przy płocie Z góry patrzyli na końskie fallusy, długie i grube – celowali do nich z procy Zadawanie bólu sprawiało im przyjemność Wyznanie starej kobiety
Matce
Zabili Szmula Percyka Na progu synagogi Piękny był z niego chłopak Udał się Panu Bogu Miał myszkę na prawym policzku – Do całowania… Dziewczyny sikały po nogach Gdy się kłaniał Ciało ciągnęli po kocich łbach Aż do kirkutu Noc była – ukradli zegarek I parę skórzanych butów Modlił się rabin Geldblum Żydzi krzyczeli z rozpaczy Lecz Bóg zajęty czymś innym Tej zbrodni nie zobaczył MAREK DANIELKIEWICZ
|