![]() |
Wacław Oszajca Vienne
wchodzę do ich domów bez pukania przez ścianę nie otwieram drzwi nie omijam mebli depczę ich posadzki odarte z mozaiki pewnie potrącam ich łokciami rozpycham się panoszę się nie zwracam uwagi nawet na ołtarze mrok ich sypialni rozdzieram błyskawicami fleszy usiłuję zajrzeć do wnętrza ich spróchniałych czaszek i wciąż widzę tylko swoje oczy nieprzyzwoitość
to nieprzyzwoite zaglądać do pustych czaszek grzebać w wyschniętych kościach żaden faraon ani tym bardziej żaden zmumifikowany kot tego by sobie nie życzyli więc gdzie jesteście w niebie czyli nigdzie skoro niebo czyni was niewidzialnymi jeśli jednak tam jesteście to żyje się wam po trzykroć ciężej niż nam sami dźwigacie siebie i nas a może jesteście między nami bliżej niż na powierzchni naszej skóry jeśli tak to tym boleśniej wam się żyje zawsze obok ***
odwiedziłem w szpitalu śmiertelnie chorego profesora Ganowicza odchodząc na korytarzu obejrzałem się za siebie profesor stał przed swoją separatką i patrzył za mną czy wiedział już jeśli tak to czyją śmierć widział swoją czy moją czy może jedną wspólną skoro jak potem opowiadano prosił żonę w ostatni poranek by powiedziała światu i ludziom dobranoc wigilia paschalna
wybrałem z paska polecenie wyrzuć śmieci komputer zapytał czy na pewno OK odpowiedziałem akurat w tym momencie gdy w radiu chór zaśpiewał Alleluja późna jesień
szaro lepko czarnymi oczodołami po jaskółczych gniazdach ślepo łypie wysoki brzeg rzeki białe małżeństwo
białe bloki bloków czarnych białych nocy muru wschodniego i zachodniego południowego i północnego płaczu biała powłóczysta przeklęta śmiertelna suknia biała mycka biała karta białe czarne litery i pieczęć czerwona lekko nadłamana powrót do normy
ostatni dzień wiosny z jezdni dwóch grabarzy podnosi i pakuje do plastykowego pokrowca czyjeś zwłoki jeden z policjantów coś notuje drugi pcha przed sobą po asfalcie wózek z jednym kółkiem aż dziw że nie ma na nim drewnianego kolorowego ptaka klaszczącego skrzydłami jak gołąb podrywający się do lotu przyjechał karawan na skrzyżowaniu przez megafon ktoś zaprasza wybierz się z nami na poszukiwanie kwiatu paproci przyjechali z oczyszczania miasta białą pianą zmywają niewielką brunatną plamę zbierają biało-czerwone gumowe pachołki ruch na ulicy powoli odzyskuje płynność megafon nawołuje dzisiaj w nocy zakwitnie kwiat paproci wybierz się z nami by go znaleźć Wacław Oszajca
|